Kastracja nie służy zdrowiu Przeciwnicy ingerencji w naturę często kwestionują możliwość istnienia pozytywnych skutków kastracji. Tymczasem znacznie zmniejsza ona ryzyko zachorowania suki na nowotwór sutka, choć tylko pod warunkiem, że zostanie przeprowadzona przed pierwszą (największy wpływ), a w każdym razie przed drugą rują (mniejszy wpływ). Kastracja wykonana później nie działa już ochronnie. Zabieg ten może być zalecany także w wypadku chorób niezwiązanych z układem rozrodczym, na przykład przy cukrzycy. U chorej suki zmiany hormonalne towarzyszące rui bardzo utrudniają unormowanie stężenia glukozy we krwi. Ponadto u niektórych suk sterylizacja może doprowadzić do wyzdrowienia. Zabieg ten jednak nie zapobiega zachorowaniu na cukrzycę. Chorobą, której kastracja pozwala całkowicie uniknąć, jest natomiast tzw. ropomacicze. U suk poniżej czterech lat występuje ono stosunkowo rzadko, później jednak zachorowalność na nie zdecydowanie rośnie. Szwedzcy badacze stwierdzili, że do ukończenia 10 lat zachorowała prawie 1/4 dużej populacji suk. Ponieważ pierwsze objawy tej dolegliwości dość łatwo przeoczyć, właściciele często orientują się, że dzieje się coś złego, dopiero gdy pies jest już poważnie chory. O ile suka nie jest przeznaczona do hodowli, najczęściej zalecanym leczeniem jest w tym wypadku kastracja. Może być ona najlepszym rozwiązaniem również wtedy, gdy u suki po każdej rui powtarzają się ciąże urojone z obfitą laktacją, zapaleniem sutków i znacznym obniżeniem nastroju. Kastracja samców ze względów medycznych jest zalecana zawsze w przypadku gruczolaków odbytu, występujących u starszych psów. Kastracja to cudowny lek na agresję Kastracja osłabia popęd płciowy i oddziałuje na agresję psa okazywaną w stosunku do innych dorosłych samców (spotykanych przypadkowo lub należących do tej samej grupy społecznej). Jeżeli jednak pies rzuca się na inne psy bez względu na ich płeć i wiek, nie można liczyć na poprawę po kastracji, bo motywacja do tych ataków jest prawdopodobnie niezależna od testosteronu (może być np. związana ze strachem lub popędem łowieckim). Ponadto w wypadku psa, który od dłuższego czasu zachowuje się agresywnie wobec innych samców, kastracja będzie mniej skuteczna. Wielokrotnie powtarzane zachowanie warunkuje się i bez terapii behawioralnej nie zniknie. Usunięcie jąder często jest zalecane, gdy mamy do czynienia z agresją psa w stosunku do właścicieli. Operacja nie ma jednak szansy rozwiązać tego problemu. Zawsze wymaga on wprowadzenia wielu zmian w środowisku psa oraz w sposobach komunikowania się i postępowania z nim. W wypadku suk okres rui i następnych dwóch miesięcy to czas zwiększonej agresywności w stosunku do innych psów, co może powodować poważne zaostrzenia konfliktów między sukami mieszkającymi w tym samym domu. Ponadto ciąży urojonej może towarzyszyć duża agresywność także wobec domowników. Na przejawy agresji na tym tle kastracja na pewno pomoże. Kastracja nie ma negatywnych konsekwencji zdrowotnych Kastracja może też niestety mieć niepożądane skutki. Najbardziej uciążliwe jest nieświadome popuszczanie moczu, co zachodzi zwykle, gdy pies leży. Problem ten występuje częściej u dużych ras i dotyczy przede wszystkim suk, ale zdarza się też u samców (choć połowa cierpiących na tę przypadłość samców jest niewykastrowana). W wypadku suk często wiąże się to z otyłością – wtedy odchudzenie zwierzaka może rozwiązać problem. Zazwyczaj pomaga kilkutygodniowa terapia lekowa, ale bywa, że środki trzeba podawać do końca życia. Możliwe, choć jeszcze niezbyt popularne, są chirurgiczne sposoby rozwiązywania tego problemu, np. poprzez podszycie pęcherza moczowego czy wstrzyknięcie kolagenu, by wzmocnić mięśnie. Kastracja i psów, i suk zwiększa ryzyko zerwania więzadła krzyżowego przedniego w stawie kolanowym, wystąpienia niedoczynności tarczycy oraz kilku nowotworów (naczyniakomięsaków śledziony i serca oraz mięsaka kości). Jeśli u psa wystąpią zmiany w zachowaniu związane ze starzeniem się (przypominające demencję u ludzi), to stwierdzono, że u wykastrowanych samców postępują one szybciej niż u niewykastrowanych. Podobnie rzecz może się mieć w wypadku starych suk, ale nie zostało to dowiedzione. Największe zagrożenie dla zdrowia wykastrowanych samców stanowi rak prostaty, występujący u nich czterokrotnie częściej niż u niewykastrowanych. Trzeba jednak pamiętać, że kastracja w znacznym stopniu chroni przed innymi chorobami prostaty, co prawda nie śmiertelnymi, ale za to występującymi o wiele częściej niż rak. Kastracja jest całkowicie bezpieczna Kastracja jest dziś wykonywana często, niemal rutynowo. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to zabieg chirurgiczny przeprowadzany w narkozie, a więc do pewnego stopnia ryzykowny. Postęp medycyny i coraz lepsze środki anestezjologiczne pozwalają ryzyko zminimalizować, ale nie wykluczyć. Dlatego nie powinno się kastrować zwierząt cierpiących np. na choroby serca, nowotwory, choroby metaboliczne, czy mających kłopoty z krzepliwością krwi. Z drugiej strony kastracja bywa zabiegiem ratującym życie (np. w przypadku ropomacicza) – wtedy oczywiście należy ją przeprowadzić, nawet gdy wiąże się to z dużym ryzykiem. Kastracja to drogi zabieg Kastracja nie musi być droga. Koszty zabiegu są różne w poszczególnych miastach i gabinetach weterynaryjnych, zależą też od wielkości zwierzęcia. Za suki dużych ras (kastracja samców jest tańsza) w Warszawie można zapłacić nawet 500 złotych. A oszczędzać – jak to na zdrowiu – należy raczej z umiarem. Dlatego, słysząc o wyjątkowo atrakcyjnej cenie, warto wcześniej sprawdzić, jaką reputacją cieszy się dany lekarz weterynarii. Aniela Roehr ze Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt Arka przyznaje, że cena zabiegu jest dla niektórych właścicieli zaporą nie do przeskoczenia. Na szczęście okazji do przeprowadzenia go taniej jest coraz więcej. Za mniejsze pieniądze wykastrować można swojego zwierzaka np. podczas organizowanego – właśnie przez Arkę – miesiąca sterylizacji, znanego pod nazwą Akcja Sterylizacji. Ceny zabiegów w lecznicach, które biorą udział w akcji, wynoszą 200 zł za kastrację suki (za sukę ważącą powyżej 35 kg – 250 zł) i 120 zł za kastrację psa (lub 170 zł za większego psa). Spis klinik weterynaryjnych, które biorą udział w akcji, znajduje się na stronie Specjalne ceny na zabiegi w wypadku adoptowanych psów czy kotów można też uzyskać w niektórych schroniskach dla zwierząt czy ośrodkach adopcyjnych.
Posted January 28, 2012. ypozane,tak sie nazywa lek.poprawa wystapi ,po tym leku na jakis czas,potem-kiedyś powróci,kastracja może choć nie musi złagodzić chęć dominacji (w przyp.mojego psa rasy dominującej częściowo zostało złagodzone dzięki kastracji)lizanie sików z trawnika powino minąć,,zmian nowotworowych raczej nie
Dokonało się. Donner w poniedziałek został wykastrowany. Jak pisałam we wpisie o weterynaryjnych przypadkach października, decyzję o kastracji psa mogłam podjąć tylko w przypadku, kiedy będzie to absolutnie konieczne ze względów zdrowotnych i przy pojawieniu się w domu suki. Obydwa przypadki zostały spełnione, więc punkt dwunasta stawiliśmy się w lecznicy Chiron-Wet w Lublinie. Zabiegł nie przebiegł bez komplikacji, ponieważ podczas narkozy (bardzo delikatnej z powodu jego serca) dał o sobie znać blok i to głębszy i poważniejszy niż do tej pory. Na szczęście nic się nie stało, a dzięki monitoringowi serca podczas zabiegu udało się go zaobserwować, bo bez tego nikt by o nim nie wiedział. Co więcej, przed zabiegiem zrobione miał rozszerzone badania krwi i wyszły bardzo niefajnie wyniki tarczycy w dolnej (bardzo dolnej) granicy normy, niższe niż w czerwcu. Nie za dobrze wyszedł także ALAT i cholesterol, który jest za niski. Niestety… łącząc to z dziwnymi (nowymi) zmianami na oczach – tak jakby przeźroczysta mgiełka na źrenicy, którą profesor zdiagnozował jako objaw zbyt wysokiego cholesterolu, a według mojej intuicji może być to początkiem dystrofii tłuszczowej, o czym pisała Marta ze Springerowo, kiedy powiążemy to z okresowymi problemami z modzelami, niską odpornością i łatwym przeziębianiem się w zimie, oraz z pojawiającymi się biegunkami może być to początek problemów z tarczycą. Na szczęście futro Donner ma cięgle piękne, nie ma problemów ze skórą, a ponoć to jest głównym objawem tarczycy, ale Donn już wielokrotnie pokazał, że on nie wpisuje się w główne objawy – jak to było w przypadku babeszjozy. Fot. Chiron-Wet Tak więc za pół roku czeka nas szereg badań kontrolnych w tym między innymi ponowne badania krwi i hormonów tarczycy, a jeśli dalej będą się obniżały wówczas rozszerzone badania tych hormonów, dodatkowo badania nerek – profilaktycznie, oraz badania moczu, żeby określić co z tymi jego problemami sikowymi i jaki jest odczyn stwierdzonego piasku, żeby albo zmienić dietę lub podać odpowiednie leki, aby piasek nie uległ zbryleniu w kamienie co będzie groziło kolejną operacją, a wolałabym już więcej nie ryzykować narkozy u Donna. Dodatkowo czeka nas kolejna kontrola serca i chyba bez HOLTER-a tym razem się nie obędzie tym razem. No cóż, ale czego się nie robi dla psa! Można nie badać i żyć w błogiej nieświadomości i leczyć doraźne objawy, kiedy już coś się zaczyna dziać i to poważnie lub wyłapywać najdrobniejsze zmiany monitorować i eliminować, zanim zamienią się w coś poważniejszego – i ja wybieram tę drugą opcję. Na szczęście moje psy są pod opieką najlepszego weterynarza, który nie patrzy krzywo na moje wieczne: „zróbmy dodatkowe badania” i nie bagatelizuje najdrobniejszych symptomów. Naprawdę życzę wszystkim opiekunom psów i kotów by zajmowali się nimi ludzie z taką pasją do tego co robią i empatią. Zabieg się udał, a już po kilku godzinach, kiedy Donner odespał, zaczął świrować, bo w końcu jest chory więc trzeba wyprowadzać się przez pół nocy na spacer, trzeba się niańczyć, głaskać, bawić piłeczką, bo Donner jest chory i musi nosić kołnierz. Nie widać po nim by coś go bolało, pomimo opuchlizny i szwów. Jest chętny do jedzenia, zabawy, wściekania się na działce i z Elką. Także doszedł momentalnie do siebie po zabiegu. Teraz pozostaje nam kontrolować jak się wszystko goi i za tydzień w weekend udać się na zdjęcie szwów. Czy obawiam się czegoś w związku z kastracją? W sumie to nie, no może poza jednym… Na temat kastracji ciągle można spotkać wiele mitów, jakie cuda to ona nie czyni lub jak jest niebezpieczna. Powiem szczerze, że nie wierzę w żaden z nich i z żadnego z poniższych powodów Donner nie był wykastrowany. Co więcej, uważam że jeśli ktoś decyduje się na kastracje psa z powodu agresji czy innych problemów wychowawczych jest po prostu leniwy, naiwnie wierząc, że zdarzy się cud i pies nagle przestanie ciągnąć na smyczy, szczekać na ludzi i atakować każdego innego psa. Jedyne czego tak naprawdę obawiam się w związku z kastracją jest przybranie na wadze. Co do pozostałych… cóż zastanówmy się wspólnie na ile są to fakty, a na ile mity, a za rok zweryfikujemy to ze zmianami u Donnera, jeśli coś się zmieni: Szczeniaki mają czasem „dziwne” zabawy Sugerowane zalety kastracji: 1. Zmniejsza się poziom agresji: Jeśli agresja psa spowodowana jest strachem, złymi doświadczeniami czy nawykami lub po prostu jest to „ulubiona rozrywka psa” kastracja w najmniejszym stopniu na to nie wpłynie. Może jedynie ograniczyć wdawanie się w bójki z innymi samcami, które czuły się zagrożone w obecności naszego „dominującego” psa. Celowo słowo dominujący biorę w cudzysłów, bo cała dominacja zależy od kontekstu, sytuacji, zestawienia dwóch psów i bodźca zapalnego (nie wolno tego mylić z obaloną Teorią Dominacji wg Fishera), o czym ładnie pisały dziewczyny z Co Pies Na To. Jeśli pies reagował agresywnie, bo tak reagował (strach, nauczone nawyki, rozładowywanie napięcia, zachowanie samonagradzajcie – w końcu agresja bywa przyjemna) to kastracja niczego nie zmieni. Bo jest to zachowanie wyuczone i nabyte, nie efekt hormonów i bycia „prawdziwym samcem”. Choć prawdą jest, że jeśli zachowania psa wynikają z nadmiaru testosteronu, kastracja może pomóć, ale i tak nie zastapi wychowania i pracy z psem. Także nie liczę na to, że Donner przestanie być agresywny i stanie się ciapią. Bo akurat u niego zachowania agresywne nie mają nic wspólnego z byciem „samcem alfa” i nadmiarem testosteronu. Co więcej, uważam, że psy niepewne, lękliwe i z problemami z komunikacją po kastracji mogą mieć jeszcze pogłębione te problemy. Nie jest to regułą, ale może się tak zdarzyć, o czym też trzeba pamiętać, oraz o tym, że kastrowany pies na pierwszy „niuch” nosa może być trudny do zaklasyfikowania przez inne psy. Jak to więc się stało, że ten mit powstał? Mam dwie teorie. Pierwsza: pies dorósł (zestarzał się) więc zmądrzał lub się rozlewniwił. Druga: z obawy przed innymi konsekwencjami kastracji jak utycie i utrata „charakteru” opiekunowie więcej ćwicza z psem, więcej spacerują, uprawiaja sportów czy zapisują się do szkoły – w efekcie czego pracuja z psem i pies staje się spokojniejszy bo jest wybiegany, wybawiony, wyspacerowany i zaczęło sie w końcu z nim coś robić. 2. Koniec z ucieczkami: Ponownie musimy się zastanowić czy włóczęgostwo, które dopadło naszego psa związane jest z potrzebą rozmnażania się. Wiele psów ucieka dlatego, że lubi się włóczyć, lubi wdawać się w bójki z innymi psami, chodzić samodzielnie na spacery itp. W końcu bardzo często ucieczki dotyczą również kastratów. Jeśli ucieczki psa nie są związane czysto z chęcią prokreacji (np.: w momencie, kiedy suki w okolicy mają cieczkę) kastracja nic nie zmieni, szczególnie kiedy pies zaznał wolności, przygód i uciech związanych z samodzielnymi spacerami, szczególnie że są rasy, można by powiedzieć, z predyspozycjami do takich eskapad i kastracja, czy jej brak nie ma na to większego wpływu. – Donner nigdy takiego problemu nie miał. Jednak spotkałam się z opiniami, że pies po kastracji pilnuje się właściciela, nie ucieka spuszczony ze smyczy, nie gania saren. I znowu dochodzimy do braku wychowania i popędów łowieckich. I po raz kolejny wracamy do podstaw: jeśli ucieczki i włóczęgostwo nie jest ściśle związane z potrzebami prokreacji i hormonów, kastracja nic nie zmieni, bo jaki wpływ ma mieć na to, że fajnie jest pogonić sarnę czy rowerzystę lub pójść sobie w środku nocy na samodzielny spacer. 3. Ograniczenie nadpobudliwości seksualnej: Kolejny problem, który Donnera nie dotyczy. Faktycznie tu kastracja mogłoby pomóc, jeśli problem jest duży i może być bardzo kłopotliwy i wstydliwy, szczególnie jak pies postanawia kopulować z nogami naszych gości. Jednak trzeba pamiętać o tym, że ruchy kopulacyjne nie świadczą często o nadpobudliwości seksualnej, tylko np. o potrzebie rozładowania frustracji. Bowiem co o potrzebie kopulacji może wiedzieć 3 miesięczny szczeniak, któremu nie zeszy jeszcze jądra? Co o potrzebie kopulacji i tych „przerażających” ruchach kopulacyjnych może wiedzieć suka? Jako przykład podam Wam ostatni wymysł Panny Elzy, która podczas zabawy z Donnerem po tym, jak „udało się jej go zagryźć” weszła Donnerowi na głowę i zaczęła robić na niej ruchy kopulacyjne. Czy świadczy to o nadpobudliwości seksualnej? A może chciała go zdominować? NIE! Po prostu głupie szczeniackie zachowanie i efekt zabawy. Zresztą do samo zawsze (wszystkie) moje psy robiły z Kłopotem, kiedy zaczynali się bawić. Po prostu. I raczej nie chodziło o to, że są kotofilami. 4. Pies nie znaczy terenu: Hymm… na psach nie wiem, wiem jak jest na kotach. Ruu mimo, że jest wykastrowany dalej potrafi (albo mu się wydaje, że potrafi) zaznaczyć coś w taki sposób, że nawet pranie z gotowaniem nie jest w stanie wywabić tego zapachu. Może u psów to pomoże, u kotów, jeśli jest to zrobione zbyt późno nie wiele zmienia – przynajmniej w przypadku Ruu nie wiele zmieniło, z punktu widzenia opiekuna, bo może dla innych kotów nie jest to już znaczenie. Nie wiem – dla mnie śmierdzi dalej tak samo, a kot celowo potrafi zasikać nowe lub obce rzeczy. I raczej wbrew powszechnym opiniom o kotach nie robi tego ze złośliwości tylko z potrzeby zaznaczenia ich. Faktem natomiast jest to, że samiec przestaje bardzo szybko podsikiwać każdy krzaczek. U Donnera zaobserwowałam to już w kilka tygodni po kastracji. Pies wychodzi, staje i sika… sika… sika… do ostatniej kropli. Owszem czasem sobie coś tam podsiknie, dalej grzebie tylnymi łapami jak kot w kuwecie po „udanym kupalu”, ale ciśnienie i intensywność „siku” bardzo mu się poprawiła – co traktuję na plus, bo nie raz zdarzyło się, że Donner w swojej potrzebie zasikiwania po innych nie załatwił należycie potrzeb np. przed podróżą co doprowadzało do szewskiej pasji M. kiedy trzeba było się zatrzymywać, bo Donner nagle chce siku, po czym podsiknie krzaczek i może jechać dalej by za jakiś czas znowu zrobić problem lub w ogóle nie zechce się wysikać, bo wybraliśmy nieodpowiednie miejsce…. 5. Zapobiegamy bezdomności! Akurat to zawszę kwituję śmiechem, jak również to, że każdy niehodowlany pies powinien być wykastrowany, bo „różne rzeczy się zdarzają” i inne tego typu historie. Nie! Przypadki niekontrolowanego zapłodnienia czy wiatropylności u psów się nie zdarzają. Rozmnażanie psów jest spowodowane tylko głupotą właścicieli czy poprzez świadome: „chcę mieć dzieci po moim piesku”, czy niedopilnowanie: „pies mi uciekł” „pies sąsiadów wskoczył mi na posesję” „psy się bawiły i nagle…” Przez 15 lat miałam niekastrowane samce. Żaden nigdy nie uciekł, żeby spotkać się z jakąś suką, nigdy nie przeskoczył płotu, by udać się w odwiedziny do sąsiadek, a swojego czasu były dwie niekastrowane, nigdy suka nie weszła mu na podwórko z myślą „chce mieć dzieci z tym owczarkowym przystojniakiem”. To naprawdę nie jest takie trudne. Elka będzie miała cieczkę, to będzie siedziała w domu, lub przez dwa tygodnie będzie w ogrodzie tylko pod kontrolą (jeśli będziemy wtedy w Lublinie). Po to wykastrowałam Donnera jako pierwszego, by mała mogła dorosnąć płciowo i emocjonalnie przed kastracją, czyli mieć jedną – dwie cieczki, bez obaw o to, czy Donner nie wpadnie na jakiś głupi pomysł i żeby pies się nie męczył. Co więcej, są bardzo ciekawe wyniki badań u naszych sąsiadów zza oceanu. W Ameryce program kastracji bezdomnych psów jest bardzo popularny, szczególnie w rejonach gdzie żyją hordy zdziczałych psów. Jak pokazują badania, kastracja samców nie wpływa na zmniejszenie ich populacji. Bo samce, które do tej pory miały w swojej potocznie nazwijmy to „watasze” suki, po kastracji nagle przestają ich bronić i nie walczą o nie, w związku z tym ich miejsce zajmują jeszcze niewykastrowane inne samce i psy dalej się rozmnażają, z tą samą częstotliwością, bo miejsce poprzedniego reproduktora, zajął nowy pies, który nie miał jeszcze swojej „watahy” lub po prostu ją powiększył, bo nigdy nie uda się wyłapać tych psów w 100% tak by w bardzo szybkim czasie nie pojawiły się nowe niekastrowane psy i suki. Sterylizowane suki natomiast nie są „atrakcyjne” więc często nie uczestniczą w życiu „watahy” i tak jak kastraci zostają pozostawione same sobie, więc trudniej jest im przeżyć, zdobyć pożywienie na śmietnikach – terenach niekastrowanych psów i „watah” itp. 6. Pozytywne konsekwencje zdrowotne: Ochrona przed nowotworami gruczołu mlekowego u suk oraz czynnościowemu lub nowotworowemu rozrostowi prostaty u psów, także chorni przed nowotworami narządów rozrodczych i gruczołów płciowych1), ropomaciczem oraz endometriozą. Zapobiega ciążom urojonym. – fakt nic dodać nic ująć. Donner kilka minut po powrocie do domu po zabiegu – już ogarnia. Sugerowane wady kastracji: 1. Pies będzie „ciapią” i popierdółką: Ludzie nie decydują się na kastrację psa właśnie ze względu na strach przed tym, że pies przestanie być psem, że stanie się pierdołą i ogólnie zalegnie na kanapie przed telewizorem z puszką piwa w łapie. Prawda jest taka, że to, co stanie się z naszym psem zależy od nas. Może stać się tak, że pies będzie spokojniejszy i bardziej skoncentrowany na opiekunie niż na otoczeniu, bo przestanie w końcu zwąchiwać się za każdą miniętą suką, ale sam z siebie nie stanie się leniwy. Wystarczy popatrzeć na blogi osób, które mają psy ze schroniska, które są wykastrowane. Dalej uprawiają sporty, dalej robią sztuczki, mało który wygląda jak zapasiony, zdziadziały klusek. Ludzie z nimi trenują, ćwiczą, dobrze się bawią i nie muszą na siłę wyciągać z domu na przymusowy spacer, żeby pies nie wrósł w legowisko. To czy pies będzie leniem zależy od nas. 2. Kastracja jest droga: Fakt, nie jest to tani zabieg, szczególnie kiedy dokłada się do niego komplet badań przed operacją. Na szczęście są organizowane darmowe sterylizacje i kastracje czy to w ramach jakichś akcji, czy budżetów obywatelskich. Jednak ja nie jestem zwolenniczką darmowych kastracji – okej dla bezpańskich zwierząt, wolno żyjących kotów itp., spoko. Lepiej by skorzystały z darmowej niż fundacje miałby się zadłużyć na kolejne tysiące. Jednak kiedy kastracja dotyczy mojego ukochanego zwierzęcia – cena nie gra roli. Chcę by przeprowadzona była przez weterynarzy, którym ufam, którzy nie będą oszczędzali na niciach, bo fundusz na jednego psa przewiduje tyle i tyle, więc nic więcej ponad fundusz jest nieprzewidziane. Nie! Ile trzeba tyle zapłacę, byle mieć pewność, że zrobione jest to dobrze, nikt na nim nie oszczędzał i nie był wciśnięty między 20 innych kastracji tego dnia. Zdaję sobie sprawę z tego, że koszt kastracji, może być barierą dla wielu osób (po to są te akcje, można znaleźć też okazje i „promocje”) jednak ja na zdrowiu swojego psa nie zamierzam oszczędzać, bo kastracja jest zabiegiem nieodwracalnym, a źle przeprowadzony z niedostateczną dokładnością i uwagą – jak każdy inny – może być niebezpieczny lub wiązać się z problemami w przyszłości. 3. Negatywne konsekwencje zdrowotne: O czym często zapominają wspomnieć zwolennicy kastracji wszystkiego, co się rusza. – może pojawić się niekontrolowane nietrzymanie moczu, które wprawdzie zdecydowanie częściej występuje u suk niż u psów i częściej u ras dużych niż małych, jednak jest to dość często spotykana konsekwencja kastracji. – „zwiększa się ryzyko zerwania więzadła krzyżowego przedniego w stawie kolanowym, wystąpienia niedoczynności tarczycy oraz kilku nowotworów (naczyniakomięsaków śledziony i serca oraz mięsaka kości).” – według Stowarzyszenie Łapa – „jeśli u psa wystąpią zmiany w zachowaniu związane ze starzeniem się (przypominające demencję u ludzi), to stwierdzono, że u wykastrowanych samców postępują one szybciej niż u niewykastrowanych. Podobnie rzecz może się mieć w wypadku starych suk, ale nie zostało to dowiedzione.” – według Stowarzyszenie Łapa –1) „największe zagrożenie dla zdrowia wykastrowanych samców stanowi rak prostaty, występujący u nich czterokrotnie częściej niż u niewykastrowanych. Trzeba jednak pamiętać, że kastracja w znacznym stopniu chroni przed innymi chorobami prostaty, co prawda nie śmiertelnymi, ale za to występującymi o wiele częściej niż rak.” – według Stowarzyszenie Łapa – kastracja w zbyt wczesnym wieku może doprowadzić do „niedorośnięcia” psa emocjonalnie i hormonalnie (może, ale nie musi). Wiele osób ciągle spiera się o „najlepszy” wiek dla kastracji. W Europie preferuje się kastrację po pierwszej cieczce (kiedy suka osiąga dojrzałość płciową) w USA – w jak najmłodszym wieku, często jeszcze szczeniąt. Może być to bardzo problematyczne, bo organizm młodej suki nie wyprodukował jeszcze odpowiedniej ilości hormonów płciowych niezbędnych do wykształcenia się drugorzędnych cech płciowych. Pięknym przykładem zbyt wczesnej kastracji jest pewna suka z klas komunikacji. 1,5 czy 2 letnia suka zachowywała się jak dwumiesięczne szczenię w sytuacjach stresowych, przez co była zupełnie nieczytelna (i potencjalnie niezrównoważona, więc niebezpieczna) dla innych psów, w związku z tym miała olbrzymie problemy w komunikacji i mimo wydawać by się mogło zupełnej uległości (suka z odległości kilkunastu metrów czołgał się na widok innego psa, machając szaleńczo ogonem, prawie posikując i odsłaniając co jakiś czas brzuch, liżąc inne psy po mordzie, popiskując szczenięco itp. – ogólnie wydawać by się mogło – najsłodszy i najbardziej uległy pies świata), jednak była przez psy notorycznie atakowana, bo nie było to normalne (według nich) zachowanie, by dorosła suka zachowywała się w ten sposób. To samo może dotyczyć psów lękliwych i niepewnych siebie (o czym pisałam przy agresji) kastracja może pogłębić ten problem. Co więcej, zbyt wczesna kastracja może mieć również wpływ na rozwój kośćca, co jest szczególnie niebezpieczne dla psów ras dużych i olbrzymich, ponieważ niedobór hormonów płciowych przed zakończeniem okresu wzrostu sprawia, że kości kończyn zarówno samców, jak i suk rosną dłuższe. – zabieg: sam zabieg raczej należy do zabiegów rutynowych – niskiego ryzyka, ale należy pamiętać, że jest to ciągle operacja. Sama narkoza może być potencjalnie niebezpieczna, jak i możliwe powikłania pooperacyjne, zakażenia rany itp. Psy, które nie są rutynowo badane, mogą bardzo źle znieść zabieg, kiedy np. nie wiemy, że pies ma problemy z sercem, krzepliwością krwi lub inne dolegliwości. Dlatego warto przed kastracją (jak i przed każdym zabiegiem) zrobić kompleksowe badania, nie tylko krwi, ale i serca. Teoretycznie „się to robi”, ale w praktyce widzę, że wiele osób albo świadomie rezygnuje z tych badań, albo weterynarze ich nie przeprowadzają, by minimalizować koszty. Warto jeszcze pamiętać o tym, by nie odbierać niewybudzonego psa (również oczywiste, ale ilość przypadków odebrania nieprzytomnego psa, o których piszą opiekunowie w Internecie pytając, kiedy się wybudzi jest przerażająca). Ostatecznym problemem jest niedopatrzenie opiekuna – pozwolenie by pies rozlizał ranę lub powyciągał szwy, niedopatrzenie rany i zabrudzenie jej lub zbagatelizowanie niepokojących objawów. Unikanie wizyt kontrolnych w celu minimalizacji kosztów itp. Kastracja jest dość bezpieczna, ale dalej jest zabiegiem – operacją pod narkozą. Nie bagatelizujmy jej. – skłonność do nadwagi: nie jest to zasadą, ale często się zdarza, szczególnie u psów starszych. Oczywiście należy pamiętać, że psy nie tyją same z siebie. Odpowiednia ilość ruchu, odpowiednia dieta i można utrzymać psa w świetniej kondycji. Oczywiście skłonność do tycia się zwiększa, ale to od nas zależy czy pies utyje, czy nie. W razie potrzeby często wystarczy zmiana karmy, zmniejszenie objętości posiłków, lub zwiększenie aktywności fizycznej. I tak naprawdę, ten ostatni punkt jedynie powoduje u mnie obawy. Niby wiem jak karmić psa, niby Donner ma dużo ruchu, ale obawa pozostaje. Bo nie mogę patrzeć na te zapasione owczarki, których właściciele licytują się, który jest większy i cięższy jakby było to powód do dumy, kiedy pies który powinien ważyc niecałe 40kg dobija go 60kg…. O nie… kiedy Donner zbliża się niebezpiecznie do granicy 40kg, zaczynam panikować, a jak na razie graniczną linią było 38,8kg. Zazwyczaj waży pomiędzy 36,6-37,4kg. Także wagę do 38-38,5kg jestem skłonna z bólem serca zaakceptować, ale każde bliższe czterdziestu kilogramom liczby skończą się dla Donnera bardzo restrykcyjną dietą i treningami. Tak więc tyle. Wszystko jest dobrze, goimy się i czekamy na zdjęcie szwów. Za rok czeka to Pannę Elzę, no i za rok, wrócimy do tematu kastracji. Może któreś z mitów się potwierdzą? Może pojawią się jakieś nieprzewidziane zmiany? Zobaczymy. Ogółem: 9 966, dzisiaj: 1 Przeczytaj także:ZABIEG KASTRACJI wykonywany u psów wielorasowych z przytulisk czy fundacji ma ważne znaczenie społeczne ️ Każdy pies, który nie jest wystawowym